Miliony litrów ciemnego piwa z charakterystyczną goryczką wleją w siebie mieszkańcy Irlandii. Dziś przypada święto Artura, założyciela browaru Guinness. Dostawa beczek i butelek do barów i restauracji ruszyła już w nocy ze środy na czwartek. Miałem okazję być wtedy w Dublinie, z którego dziś wróciłem (jak zwykle z przygodami, ale o tym w kolejnym wpisie).
Przed godz. 6 rano, gdy zbierałem się na samolot do Polski, trudno było mi przejść do taksówki pomiędzy porozstawianymi na chodnikach beczkami. W środę zajrzałem do muzeum Guinnessa stworzonym na terenie słynnej na całym świecie fabryki. Można w nim samemu spróbować nawarzyć piwa, a także stanąć za barem i napełniać kufle. Na ostatnim piętrze jest taras widokowy, z którego można zobaczyć panoramę Dublina (była mgła i zerowa widoczność), a dzięki specjalnym kuponom wznosić kolejne toasty.
Z pensjonatu Grafton przy Great South Georges Street miałem zaledwie kilka kroków do barów i pubów w dzielnicy Temple Bar. Najwyraźniej dublińczycy zaczęli świętować dzień wcześniej, bo z trudem znalazłem wolne miejsce przy barze. Zresztą pełne puby to znak rozpoznawczy Irlandii.
Dzień Artura Guinnessa istnieje dopiero od 2009 roku, wówczas obchodzono 250. rocznicę powstania browaru. Jednak święto nie wszystkim się podoba, gazeta The Huffington Post namawiała do jego bojkotu. Powód? Statystyki medyczne z tego dnia są bardzo złe. Aż o 30 proc. wzrosła podczas ubiegłorocznego świętowania liczba wezwań pogotowia do nieprzytomnych, pijanych balangowiczów.
Co więcej, w ostatnich latach w Irlandii podwoiła się liczba osób z marskością wątroby. Według przeciwników święta ma na to wpływ reklama alkoholu oraz jego niska cena. Organizatorom zarzucono, że chodzi im tylko o wzrost sprzedaży piwa i że święto nie ma nic wspólnego z kolejnymi rocznicami browaru (jest ruchome, ale zawsze we wrześniowy czwartek, kiedy wypada święto studentów).
W tym roku we wrześniu ruszyła nawet ogólnokrajowa kampania nawołująca do bojkotu Dnia Artura. Na kilka dni przed 26 września w telewizjach odbywały się debaty, podczas których omawiano zalety i wady tego święta. Dziś jednak i tak cała Irlandia pije Guinnessa!


