Skip to content
Menu
Michał Cessanis na walizkach
  • O mnie
  • Współpraca
  • Spotkania podróżnicze
  • Kontakt
Michał Cessanis na walizkach

Polska siostra z Papui-Nowej Gwinei prosi o pomoc dla sierot. „Sama już nie dam rady”

Posted on 26 stycznia 201428 stycznia 2014

Siostra Davida z Papui-Nowej Gwinei w liście do mnie i pozostałych przyjaciół prosi o pomoc i wsparcie dla tamtejszych sierot. Często maltretowanych i torturowanych. Jeśli po przeczytaniu tego dramatycznego listu także chcielibyście jej pomóc, napiszcie do mnie: michalcessanis@gmail.com

Papua_misja14

Tę misjonarkę ze Zgromadzenia Misyjnego Służebnic Ducha Świętego w Sulejówku poznałem w ubiegłym roku. Wtedy opowiedziała mi o swoim życiu w Papui-Nowej Gwinei. Napisałem do Davidy kilka dni temu zaniepokojony tym, że od kilku tygodni się nie odzywa. Po przeczytaniu listu zrozumiałem, dlaczego.

Moi drodzy,

Wybaczcie, że piszę do was w jednym liście, ale jakoś nie sposób pisać do każdego. Pomimo iż teoretycznie mamy stały dostęp do internetu, w praktyce to wygląda różnie, więc nie zawsze jest możliwość wysłania wiadomości na czas. Do tego nawał pracy. Od kilku miesięcy mam dodatkowe odpowiedzialności związane ze służbą zdrowia w naszej diecezji.

Dziś pragnę podzielić się historią pewnej dziewczynki, która od 3 tygodni przebywa z nami we wspólnocie. Któregoś dnia biskup dzwoni i pyta, czy nie znalazłybyśmy gdzieś miejsca dla 11-letniego dziecka, dziewczynki Lyin, która była torturowana przez miejscowych w jednej z wiosek w diecezji. Z historii opowiadanej dowiaduję się, że ludzie posądzili ją o czary i rzucanie uroków, tutaj potocznie to tzw. sanguma. Tu w górach wiele osób zostało o to oskarżonych i bestialsko zamordowanych. Często ofiarami są wdowy, samotne matki czy też właśnie dzieci. Ludzie, których nie ma kto obronić. Ta wiara w moc posiadania złego ducha i używania tego by spowodować śmierć kogoś, jest bardzo mocno wpisana w mentalność tych ludzi. Często osoba o to oskarżona jest odrzucana przez społeczeństwo, torturowana, palona żywcem czy cięta długimi nożami niezależnie od tego, czy się do tego przyzna czy też nie. W ubiegłym roku na obrzeżach naszego miasta Hagen w podobny sposób została zmaltretowana i spalona żywcem młoda kobieta, 22-latka, matka 2 małych dzieci, posądzona o złego ducha i winna śmierci kogoś z wioski.

Ponieważ rodzice tej dziewczynki byli zabici kilka lat temu dokładnie z tego właśnie powodu, czyli posądzeni o sangume, Lyin została sierotą, gdyż starsze rodzeństwo ze strachu pouciekało i nikt się nią nie interesował. Lyin wychowywała się więc sama, gdzieś ją ludzie przygarnęli, jakiś czas chodziła do szkoły, potem wiejska nauczycielka wzięła ją do opieki nad dzieckiem.

Cała tragedia wydarzyła się w tej wiosce. Ludzie oskarżyli ją o to, że jest przyczyną chorób ich dzieci i torturując ją zmusili, by przyznała się iż jest opętana. Jak w średniowieczu i czasach inkwizycji. Dziewczynka zastraszona i poraniona bo przecięli jej rękę w okolicach ramienia, nacięli nogę i część głowy za uchem, była bliska śmierci. Kilku nastolatków dobrze już pijanych i po spożyciu narkotyków okrążyło ją i próbowało dalej ranić, a reszta ludzi na to patrzyła. To było opatrznościowe, że jeden z księży był w okolicy odwiedzając katolików i ktoś go o tym poinformował. Zdążył dojechać na czas i po długich negocjacjach z miejscowymi ludźmi udało mu się uwolnić dziewczynkę i zabrać z okrutnego miejsca. W takich momentach trudno się z ludźmi rozmawia, nic do nich nie przemawia, są tak mocno przekonani do swoich racji…

Papua_misja12

Gdy dojechali do nas dziewczynka była w złym stanie już od dwóch dni. Podziwiałam ją, że nie płacze gdy przemywałyśmy jej rany i robiłyśmy opatrunki. Bardzo szybko zadomowiła się u nas. Dobre jedzenie, leki, i opika pozwoliły uniknąć zakażeń i komplikacji. Jedno było już pewne, że jest w bezpiecznym miejscu i że nie może wrócić do tamtej wioski. Pomimo, że ma rodzeństwo, nie wie, gdzie ono jest, nikt nigdy jej nie szukał. Nie zna swojego nazwiska, nie wie, kiedy się urodziła. My siostry mogłyśmy jej dać tylko czasowe zamieszkanie, to jeszcze dziecko, potrzebuje iść do szkoły, potrzebuje towarzystwa innych dzieci. Tutaj w Papui-Nowej Gwinei trudno znaleźć dom dla sierot. Coś takiego praktycznie nie istnieje. W okolicy mamy jeden taki dom, o którym pewnie już wspominałam. Jest on w tragicznym stanie. Są tam dzieci opuszczone, powstał z inicjatywy jednej kobiety. Dużo im pomagamy kupując jedzenie, środki do mycia, itp. A naszym kolejnym pragnieniem jest zbudowanie dla nich nowego domu. Ta grupka sierot, a jest ich 12, mieszka w małym buszowym domu. Zniszczyły go ostatnio silne wiatry i deszcz i teraz nie mają się gdzie podziać.

To boli gdy o tym myślę. Nie ma tam teraz miejsca dla naszej dziewczynki Lyin. Po dróżnych staraniach udało mi się skontaktować z jednym Zgromadzeniem pracującym w północno-zachodniej Papui. Siostry prowadzą tam dom dla dziewczyn i zgodziły się by Lyin do nich przyjechała.

Bardzo mnie to ucieszyło, bo wiem, że tam może otrzymać i dobre wychowanie, i bezpieczeństwo. Już 30 stycznia polecę z nią do Vanimo, do tego miejsca, by ją zostawić pod opieką sióstr. Lyin jest tego świadoma, chociaż na początku miała wiele lęków i oporów, bo dobrze jej u nas, ale cieszy się, że znów będzie mogła pójść do szkoły. Na pewno nadrobi zaległości w nauce!

Interesujące, że gdy kupowałam bilet na samolot, musiałam podać jej datę urodzenia i nazwisko. Szybko wymyśliłam 29 styczeń 2003, czyli święto św. Józefa Freinademetz’a. Niech ma jego za patrona. Lyin nie jest katoliczką, należała do jakiejś sekty. I gdy dowiedziała się, że my jesteśmy katolikami, powiedziała, że się boi. Ale przez trzy tygodnie w naszym klasztorze przekonała się do nas, a nawet zaczęła się modlić i chodzić do kościoła. Postanowiła naet przyjąć chrzest – w środę, czyli w dzieć św. Józefa Freinademetz’a przyjmie chrzest i ten dzień będzie oficjalną datą jej narodzin. To w Papui-Nowej Gwinei możliwe, ponieważ nie prowadzi się tutaj żadnych statystyk i nie ma danych odnośnie narodzin.

Dzielę się tym z wami ponieważ mam w sercu radość ale też ból. Radość z tego, że udało się uratować czyjeś życie nie tylko to fizyczne, ale też duchowe. Radość, że taka mała istota znalazła miejsce u nas w klasztorze, wniosła tyle radości i że jej przyszłość też ukazuje się pozytywnie. Ból dlatego, że mam świadomośc, ile jest takich dzieci jak Lyin w Papui i na całym świecie. Dzieci, które są opuszczone przez rodziców, nie chodzą do szkoły, często są głodne, torturowane i wykorzystywane.

Papua_misja13

Pracując z ludźmi chorymi na AIDS dotykam też życia wielu sierot. Coraz więcej ich wokół, dzieci niczyich. To nowe zjawisko tutaj. Wcześniej klany opiekowały się dziećmi. Ale teraz AIDS potrafi uśmiercić cały klan, więc problem staje się coraz poważniejszy.

Kochani, pisząc to, jakoś w sercu czuję, że muszę i was prosić o pomoc. Sama nie dam rady zaradzić potrzebom tych dzieci. Często to sprawa kilkuset kina, by zapłacić za szkołę, bo chociaż ta jest bezpłatna i tak żąda się pieniędzy. Taka adopcja na odległość jednego dziecka ofiarując na nie kilkanaście złotych miesięcznie, zmieniłaby dużo w ich życiu. Piszę to z jakimś wstydem i bólem, ale czuję, że muszę się tym podzielić. Proszę nie zrozumieć mnie źle, że teraz jakoś zobowiązuję do włączenia się w pomoc. Ja tylko o tym pisze, a gdyby ktoś chciał pomóc, proszę dać mi znać.

Nadal proszę o duchowe wsparcie i modlitwę. To jest najważniejsze i to jest ta siła, która nam pozwala służyć ludziom, gdziekolwiek Bóg nas posyła.

Życzę wszystkiego co dobre i piękne.
Z pamięcią w modlitwie
wdzięcz Sr. Davida

Czytaj więcej: Życie polskiej siostry w Papui-Nowej Gwinei

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kategorie

Kraje

Archiwum

Szukaj

Kategorie

Znajdź

©2026 Michał Cessanis na walizkach | WordPress Theme by Superb WordPress Themes