Środa i niedziela to dla Hongkończyków dni, w których mogą zostać milionerami! Na tor wyścigów konnych Happy Valley w dzielnicy Wan Chai na wyspie Hongkong płynie morze ludzi. Setki, tysiące, dziesiątki tysięcy. Wszyscy chcą wygrać miliony!
Widzę sporo starszych panów w kaszkietach, którzy uważnie studiują wyścigową gazetkę. Są też przyjezdni, grupy rozbawionych Europejczyków, Amerykanów i Australijczyków. Jedni w szortach i tiszertach, drudzy w garniturach i pod krawatem. Pewnie wpadli prosto z biura urządzonego według zasad feng shui, których bardzo się tutaj przestrzega.
Niestety, za każdym razem mój koń przybiegał na metę jako drugi. Ech, mogłem postawić na Lucky Hammera, Superkinga Dragona albo Full of Funa. Następnego dnia w gazecie South China Morning Post, która wyścigom konnym poświęca nawet dwie kolumny łącznie z zajawieniem ich na pierwszej stronie, przeczytałem dziennikarskie typy następnych zawodów. Ale ja już nie zamierzałem ryzykować…









