Skip to content
Menu
Michał Cessanis na walizkach
  • O mnie
  • Współpraca
  • Spotkania podróżnicze
  • Kontakt
Michał Cessanis na walizkach

Kalisz – miasto nieobliczalne

Posted on 19 października 201419 października 2014

Długo by wymieniać „naj” Kalisza. Niech więc wystarczy przymiotnik „najstarszy”. Jadę tam, gdzie wszystko się zaczęło. Do Kaliskiego Grodu Piastów na Zawodziu, najstarszej dzielnicy Kalisza. Autobusem trzęsie na wszystkie strony, pasażerowie podskakują do sufitu, a silnik rzęzi tak, jakby za chwilę miał wyskoczyć spod maski.

Kalisz7

Podróżuję autobusem legendą, czerwonym sanem H100B z 1973 r. Przejażdżki nim są jedną z atrakcji projektu „Wybierz Kalisz na weekend”, który dostał certyfikat Polskiej Organizacji Turystycznej.

Kalisz8

W drodze do Zawodzia atmosfera piknikowa. Ktoś częstuje cukierkami, kto inny proponuje łyk wody, a dwie miłe panie wspominają, jak takim sanem w latach 80. wybrały się na wycieczkę z Polski do Syrii. Słucham też historii o tym, jak Kalisz stał się najstarszą osadą w Polsce. Po prostu miał szczęście. Słynny grecki geograf Klaudiusz Ptolemeusz na mapie z II w. n.e. umieścił bowiem starożytny gród Kalisia nad rzeką Prosną, na szlaku bursztynowym z południa Europy nad Morze Bałtyckie. Dzięki temu zaczął się rozwijać i stał się ważnym punktem handlowym. Przejeżdżamy najstarszą w mieście aleją – Wolności, przy której stoi najstarszy gościniec, czyli hotel Europa. Mijamy Dawny Trybunał Kaliski, którego twórcę zainspirowała ponoć fasada Luwru w Paryżu, oraz najstarszy i najpiękniejszy most kamienny w regionie. Prowadzi on na Rynek Starego Miasta.

Historia pisana na nowo

Po kwadransie autobus parkuje przed wczesnośredniowiecznym grodem, który powstał na przełomie IX i X w. Kilka lat temu został zrekonstruowany. Odtworzono m.in. bramę wejściową z mostem, palisadą i ostrokołem. Odwzorowano także fundamenty i część przyziemną romańskiej kolegiaty. A dzięki odbywającym się tutaj jarmarkom archeologicznym czy książęcemu miodobraniu (w tym roku 31 sierpnia) można poznać życie w grodzie. Kaliszanie mają nadzieję, że ktoś wreszcie ogłosi sensację: że to nie Gniezno, lecz Kalisz był kolebką Piastów. I powołują się na różne historyczne badania.

Kalisz2

Może więc historia Polski zostanie jeszcze zmieniona? – Poczekamy, zobaczymy – uśmiecha się z nadzieją Mieczysław Machowicz, który razem z żoną oraz córkami przywdziewa średniowieczne stroje szyte przez panią domu. Tak urzędują w grodzie, prowadząc lekcje historii i plebejskie zabawy. Z Machowiczem wybieram się w podróż w przeszłość, szlakiem bursztynowym po Prośnie. I to nie byle czym, bo zrekonstruowaną przez niego łodzią św. Wojciecha, którego świątynia – jedyna drewniana w Kaliszu, też jest na Zawodziu.

Z łodzią to było tak. Machowicz przez trzy lata razem z ojcem i kuzynami, w wielkiej tajemnicy przed całym światem składali konstrukcję w foliowym namiocie rozstawionym w przydomowym ogródku. Ciekawskim sąsiadom odpowiadali, że będą hodować tropikalne ogórki. Gdy gotową łódź wzorowaną na tej z Drzwi Gnieźnieńskich twórcy zaprezentowali miejskim włodarzom, ci z zachwytu zdębieli. Potem był chrzest łodzi i wodowanie na Prośnie.

Odbicie pod ochroną

Z Zawodzia płynę pod położony nad rzeką Teatr im. Wojciecha Bogusławskiego. Ten słynny reżyser przybył tu ze swoją trupą teatralną w 1800 r., a rok później założył pierwszą scenę w mieście. Co roku odbywają się tu Kaliskie Spotkania Teatralne – jedyny festiwal w Polsce poświęcony sztuce aktorskiej.

Kalisz4

Od sprzedawcy kaliskich andrutów słyszę anegdotę o tym, jak w latach 80. pewien drukarz pomylił teatr z jego odbiciem w wodzie. I na tysiącach kart pocztowych wydrukował go do góry nogami. Patrząc na niezmąconą niczym Prosnę, w której lustrze przegląda się teatr, jakoś mnie to nie dziwi. Wszak to odbicie niezwykłe, chronione nawet przez konserwatora zabytków. Chodzi o to, by spacerowicze mogli nacieszyć oko pięknym widokiem. – Dlatego m.in. znajdująca się w pobliżu sceny na rzece fontanna nie może tryskać po zachodzie słońca, gdy teatr jest podświetlony – tłumaczy Tomasz Talar z kaliskiego biura konserwatora zabytków.

Kalisz3

Oprócz obejrzenia teatru i odszukania jedynego w Polsce pomnika zniszczonej książki (tysiącami polskich woluminów podczas hitlerowskiej okupacji zasypano jeden z kanałów Kalisza) chcę wspiąć się na wieżę stojącego na Rynku Starego Miasta Ratusza. Zegar to serce tej budowli: mechaniczny, nakręcany silnikiem elektrycznym, fascynujący i niezawodny. Skonstruowany został w roku 1925 przez Rafała Władysława Stiltera, a dziś konserwowany jest przez jego wnuków. Ze szczytu wieży mam Kalisz jak na dłoni. Czerwone dachówki ciągną się po horyzont.

Nie do wiary, że równo sto lat temu Prusacy zrównali to miasto z ziemią, a z 70-tysięcznego wówczas Kalisza zostało 5 tys. mieszkańców. – Na szczęście po barbarzyńskim zniszczeniu bardzo szybko ruszyła jego odbudowa. Zorganizowano konkurs na projekt miasta. Wyzwanie dla budowniczych było ogromne, bo musieli odtworzyć miasto, które zupełnie zniknęło – mówi Łukasz Janowski, kaliski architekt.

Kalisz6

Przechadzam się więc po tym odbudowanym Starym Mieście. Z jednej z kamienic na Rynku spoglądają na mnie wybitni kaliszanie: Adam Asnyk, Maria Konopnicka, Stefan Szolc-Rogoziński i Maria Dąbrowska. Dalej jest sanktuarium św. Józefa – najstarsze na świecie miejsce kultu tego świętego i katedra św. Mikołaja, której największy skarb – obraz Zdjęcie z krzyża Rubensa – zaginął w tajemniczych okolicznościach w 1973 r. (dziś w kościele jest jego kopia).

Industrialne klimaty

Architekt Janowski chce mi pokazać też młodego ducha miasta – tak promuje się Kalisz, chociaż wielu mieszkańców twierdzi, że ten już dawno wyjechał do Londynu. Dochodzimy do ulicy Chopina, na której jeszcze kilka lat temu można było usłyszeć huk maszyn i dźwięk fortepianów produkowanych w słynnej fabryce Calisia. Dziś odbywają się tu koncerty i wystawy.

Ale nowe życie wprowadziło się też do innej fabryki, przy Chopina 23. To Blokoblisko, miejsce spotkań nie tylko miłośników wspinaczki, ale też sztuki. Można tu zorganizować m.in. pokazy zdjęć czy filmów. Przed wejściem zaparkowany czerwony fiat 126p, własność Marcina Kurzawińskiego, który mieszkał w Paryżu. Jednak wrócił do rodzinnego miasta. I to nie sam. Ściągnął tu francuskiego przyjaciela Benjamina Pelissiera, który zakochał się w Kaliszu od pierwszego wejrzenia. – Chcieliśmy stworzyć miejsce nie tylko dla kaliszan, ale także turystów. I się nam udało – podkreśla Marcin. Ze starej fabryki pozostały jarzeniowe oświetlenie i zwisające z sufitu hasło „Równać do najlepszych”. Z takimi fajnymi ludźmi Kalisz jest na dobrej drodze.

Tekst ukazał się w National Geographic Traveler nr 9/2014

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kategorie

Kraje

Archiwum

Szukaj

Kategorie

Znajdź

©2026 Michał Cessanis na walizkach | WordPress Theme by Superb WordPress Themes