Pozdrawiam serdecznie jeszcze w tej wielkanocnej atmosferze. I tak dołączam kilka słów, dziękuję za pamięć i modlitwę. U mnie wszystko dobrze i już z radością czekam na urlop – pisze siostra Davida Strojek, misjonarka z Papui-Nowej Gwinei.
Codzienność tutaj jest nieprzewidywalna, pracy nie brakuje. I to chyba daje mi dużo energii i chęci, by ciągle się czegoś uczyć. I być, gdy jakieś wyzwania wydają się być zbyt trudne.
Pragnę podzielić się doświadczeniem małej Anielki. To dziecko, ok. 3-tygodniowe pewnego dnia przyniosła do naszej kliniki jedna z kobiet. Gdy rozwinęła brudny kocyk, nie mogłam uwierzyć, że to ludzka istota. Wychudzona, bez ubranka, skórę miała pokrytą ranami. Z trudem oddychała. Tylko wielkie oczka patrzyły na ten świat jakby przez mgłę. W pierwszej chwili chciałam skrzyczeć matkę za to, że tak okropnie zaniedbała dziecko. Ale ta wystraszona kobieta powiedziała mi, że znalazła to zawiniątko na stosie śmieci. Było już dla mnie jasne, że Anielka została porzucona.
Po wykonaniu badań okazało się, że nosi w sobie antygeny wirusa HIV, więc nasunął się prosty wniosek, że matka dziecka też dotknięta jest tą chorobą. Może dlatego porzuciła córeczkę?
Zaczęła się walka o uratowanie tego małego życia. Anielcia nie umiała nawet ssać mleka z butelki, jakby nigdy nie rozwinęła w sobie tego odruchu. Musieliśmy zastosować sztuczne oddychanie i podawać jej tlen. Umyta, ubrana i w czystym kocyku wyglądała jak aniołek, chociaż przerażająco wychudzona i zniekształcona. Tak po ludzku zastanawiałam się, skąd jeszcze w niej życie. Nie miała szans, by z tego wyjść, bardzo cierpiała. Po kilku dniach Pan dotknął jej maleńkie ciało i duszę. Przestała oddychać. Może została znaleziona właśnie po to by mieć godną śmierć, by odczuć chociaż na krótko miłość i troskę, do której mają prawo wszystkie dzieci?
Kiedyś dzieliłam się radością dzieci – sierot, którym udało się zbudować dom. Ta radość trwa nadal. Kiedy je odwiedzam widzę, jak wiele zmieniło się w ich życiu. Są uśmiechnięte, odważne, odpowiedzialne. Kochane. Mając godziwe warunki życia uwierzyły chyba w sens swego istnienia. To ogromnie cieszy.
To takie powielkanocne refleksje. Raz jeszcze dziękuję za pamięć i modlitwę, za dobre słowa i wsparcie. Pozdrawiam serdecznie i do zobaczenia latem.
Sr. Davida
